poniedziałek, 22 czerwca 2015

Potok myśli o szyciu

Jestem z siebie dość zadowolona, bo zorientowałam się wreszcie, że potrzebuję czegoś w rodzaju urlopu, najlepiej odpoczynku połączonego z niemyśleniem. Bo siedzę w domu zagrzebana w tekstach, swoich i nieswoich, i jestem coraz bardziej oderwana. Poznałam to po tym, że gdy chciałam wydrukować fragment pisanego właśnie tekstu, który musiałam szybko komuś zanieść, a drukarka przestała działać, kopałam ją w szale tak długo, aż chyba już nie będzie działać. Była i tak niedobra i mnie denerwowała regularnie, dostałam ją kiedyś w zamian za książkę, ale świadczy to, że muszę zadbać o moje nerwy. Ponieważ nie chodzę do pracy, tylko wykonuję ją w domu, to ostatnio zupełnie nie zapominam o pracy. Muszę się nauczyć. Na razie jedyną zmianą środowiska będzie wyprawa ze Złym Dziadkiem do sadu po czereśnie w najbliższym czasie. Dzięki temu skutecznie zapomnę o pracy, bo Zły Dziadek doprowadzi mnie do rozpaczy. Niby się już przyzwyczaiłam, że między innymi upiera się, żeby prowadzić samochód, i robi to, dopóki nie złapią go skurcze w nogach. Prawda, że to urocze? Przywykłam do jazdy, podczas której myślę sobie, że może nie zginiemy, ale kto wie. Poza tym krzyczy na mnie, jeśli wycieram ręce od czereśni w robocze ubranie. Trzeba w szmatkę. Brzmi nieszkodliwie, ale po dniu z nim... po dniu z nim zupełnie nie pamiętam o korektach. Tak. Więc to będzie pierwsza odmiana od roboty. Później Zła Babka chciała jechać na Litwę do swoich kuzynek, które mieszkają przy cmentarzu. Często się myli i mówi, że mieszkają na cmentarzu. Nie wiem, czy to przetrwam, ale może spróbuję. A później zrobię sobie wolne również od Złych Dziadków, zamknę się na strychu i nie wyjdę, aż mi wszystko przejdzie. 

1 komentarz:

  1. Taa... Życie to nie jest bajka... Nawiasem mówiąc, jakoś dziwnie potoczysty ten potok...

    OdpowiedzUsuń