niedziela, 8 grudnia 2019

Lista ważnych rzeczy

kawa i rogaliki na werandzie

muchozol jako tajna broń

magazyny z paniami

pismo złej babki

po wizycie u złych dziadków MGNN uciera zioła ojca muszki na truciznę

samochod na klej (wychodzi trochę taniej)

trucizna na lisy

młyn wodny

aplikacje (naszywki) w kształcie skorków

drzewo owocowe, którego nie ma

mikstury na porost, mikstury remedia

mutna voda

co trzeba zrobić, żeby sprzedać duszę diabłu

coś łopotało o okno łazienki

łazienka nie miała okna

wypluwanie dziwnych rzeczy

samochód widmo

Śniło mi się, że znalazłam stek bredni wyssanych z palca

Dziadziuś przyjechał na Wigilię odnowioną własnoręcznie syrenką z kołami o czerwonych szprychach. Zjadł bigos i grzyby w occie, wypił kompot z suszu. Pamiętam, jak kilka miesięcy wcześniej ją remontował. Wyglądał wtedy już dużo lepiej, śmiał się, co dawno mu się nie zdarzało. Przykręcił te nowe, kolorowe koła wygrzebane na sobotnim rynku w Koźminku, po przeciwnej stronie, niż się kupuje kury i proszczoki, pomalował karoserię na szaro. Wolał na piaskowo, ale uznał, że do czerwonych kół nie pasuje. Wlał do baku klej Konrada Wirtanena, bo samochód miał po nim większą moc, no i wychodziło taniej niż benzyna, a bezpieczniej niż olej rzepakowy. Dziadziuś zapakował rzeczy w swoją drewnianą walizkę z wojska, zabrał ze sobą stare imadło, które miał po swoim dziadku, ręczną wiertarkę, hebel i kilka innych narzędzi. Pewnie chciał gdzieś się urządzić z warsztatem i tym dalej zajmować. Babcia miała do niego dojechać, jak pozałatwia swoje sprawy tutaj, w fabryce lalek i innych miejscach, poza tym jeszcze miała jechać z pracy na wycieczkę do Drezna. Jednak później źle się poczuła i musiała dłużej zostać w domu, czując się raz gorzej, raz lepiej, a dziadziuś urządzał dla nich dom sam. Nie wiedzieliśmy, co się u niego dzieje, bo listy wtedy nie dochodziły, telefonów nie było, a on sam był bardzo dlaeko i mógł przyjeżdżać bardzo rzadko, raz, najwyżej dwa w roku. Czas mijał i babcia bywała w różnych nastrojach, zwykle starała się być pogodna i była, bo taki miała charakter. Wstawała rano i cieszyła się tym, co miała. Czasem tylko robiła się nagle smutna i przez chwilę zastanawiała nad wszytstkim, co było daleko, czasem rzucając „cholerny świat”. Miała na szczęście dużo swoich zajęć, oprócz czytania i rysowania szyła, dawała ziarno kurom, przynosiła do domu kurczaczki i się nimi dodatkowo zajmowała, zanim podrosły. Kurczaki siedziały cicho w garnkach wyłożonych szmatkami, żeby było im ciepło i przytulnie, czasem robiły „cił, cił”, ale zwykle nie. Siedziały w cieple i rosły. Wtedy nie robiliśmy już rosołu. Wcześniej dziadziuś niepostrzeżenie dla kury wykonywał gdzieś ruch nożykiem, po czym kura była martwa. Ja przestałam jeść mięso, choć później musiałam zacząć na nowo, bo mi się krew zepsuła. Kury chodziły zadowolone po podwórku, a my mieliśmy dużo jajek. 

Maszyna do czyszczenia srebra

Była dziś u nas ciocia Tola, żeby pożyczyć maszynę do czyszczenia srebra. Mama mówiła, że to dlatego, że jeszcze przed wojną ciocia miała poważny wypadek i musieli jej wstawić kilka protez ze srebra. Nigdy ich nie widziałam. Ciocia co jakiś czas przychodziła i pożyczała maszynę, nie było to na tyle często, żeby opłacało jej się kupować własną, a nasza i tak zwykle stała nieużywana, jako że nie mieliśmy wiele srebra, a i sama maszyna nie była naszym nabytkiem, tylko została na strychu po Niemcach, którzy zajęli dom w czasie wojny. Miała kanciastą drewnianą obudowę z ozdobnym logo „….”. Srebro wkładało się do środka do specjalnej szufladki, wlewało odpowiednią ilość wody, wsypywało ingrediencje, po czym nakręcało się maszynę i ta działała sobie powoli i spokojnie przez dłuższy czas, pobrzękując cicho od czasu do czasu. Po czyszczeniu srebro było w maszynie w zupełnie innym miejscu, najwyraźniej podczas procesu przechodizło jakąś specjalną drogę, ale nigdy nie wiedzieliśmy jaką, bo nikt nie miał instrukcji. Na początku srebro było czyszczone na gorąco, wkładało się do maszyny od spodu blok żelaza nagrzany jak duszę do żelazka, ale któregoś dnia nie uważaliśmy i przepaliło się dno. Ciocia Tola powiedziała, że nie szkodzi, bo skuteczniejsze jest czyszczenie na zimno, a potem i tak dezynfekuje srebro w piekarniku. Nie powiedziała tego mnie, tylko mamie, bo niewielu osobom mówiła o takich szczegółach, ale mama zwykle przekazywała mi różne informacje, żeby gdzieś się nie zagubiły.

Ze zwierzeń ponurej histeryczki dramatycznej

1. Róża jest różą jest różą jest różą jest różą

Co ze starymi piwnicami? Strychami? Zasuszonymi nietoperzami i kapeluszami prababek?

Ślady ich koni zasypie śnieg.

Przypomniał mi się chowany pod ziemią pokój, w którym cały czas był 1984 rok. Można się tam było dostać przez tunel, do którego wejście odkopała M. pod schodami na strych. Dało się tam odczuć różne pory roku, ale tego samego. M. wchodziła i zastanawiała się: „Ciekawe, czy jestem na świecie?” albo mówiła, jeśli wiał wiosenny wiatr: „Jaki spokój. Nie ma mnie na świecie”.

- Miejsce, w którym jest rok 1984? Co to w ogóle za pomysł? Po co ci enklawy starego czasu, tak ci źle w tym? Myślisz, że wcześniej było lepiej?
- Oczywiście, że nie. Wcześniej było tak samo lub gorzej. Ale jak mam podwórko, na którym cały czas przejawia się 1984 rok, albo taki jeden pokój na strychu, gdzie ten rok ciągle jest, to mnie to uspokaja. Daje złudzenie, że można jakoś zapobiec utracie albo trochę ją spowolnić. Pokój też w końcu się zestarzej i pewnie rozsypie, prawda? Ale czas się w nim zatrzymał. Poza tym wszystko jest w naszej głowie. Gdy wejdę do tego pokoju lub zajrzę na podwórko, na którym jest jesień 1984, wchodzę w stan psychiczny, w którym moje zmartwienia się jeszcze nie wydarzyły. To nieprawda, bo się wydarzyły, ale jednocześnie prawda, w tym miejscu. To tylko wmawiane sobie kłamstwo, ale działa. Mnie to uspokaja, a potrzebuję ukojenia, skoro lecimy przez zimną pustkę na kawałku skały, a moje życie ściska się w imadle nieskończoności [dwa zapożyczenia myśli histerycznej].

2. Jakiego pisarza naczytała się MGNN, ponieważ odkryła w jego narracji pomysły, które jej samej chodziły po głowie?

3. A tak naprawdę to jestem na co dzień zbyt zmęczona, żeby się czymkolwiek martwić i produkować górnolotne pretensjonalne wynurzenia. Raczej kładę gładzie i kafelki, wymieniam drzwi, wyrzucam graty z piwnicy. Schron apokaliptyczny / postpostmodernistyczny / innejapokalipsyniebędzie.

4. Zapisałam sobie, że mam opisać dwa sny, i nie opisałam.

sen o bezlitosnej starotestamentowej Matce Boskiej

sen o dziwnych grzybach i roślinach za stawem w K.