sobota, 26 kwietnia 2014

Dorosłe szycie instytutututu

Mimo że postanowiłam nie robić z siebie ofiary losu, najlepiej nigdy, chociażby dlatego, że jestem coraz bardziej zadowolona ze swojego życia, okazało się, że to nie wystarczyło. B. po rozmowie z Z. zadzwoniła zaniepokojona, usłyszawszy, jak moje szycie wali się w gruzy. Chodziło o możliwą redukcję mojego miejsca zatrudnienia - taka informacja zaskoczyła nasz odłam instytututu tuż przed Wielkanocą. Mimo że mówiłam, że się nie przejmuję, bo jeśli faktycznie tak się stanie, to 1. przepracowałam już całkiem sporo w miejscu, które lubię, z ludźmi, których bardzo lubię; 2. zmądrzałam, głównie zawodowo, a co za tym idzie, mam większe doświadczenie i szanse znalezienia przyzwoitej pracy; 3. ponieważ jestem ascetką i minimalistką, nie wydawałam w ostatnich czasach za dużo pieniędzy i jak nie znajdę zatrudnienia od razu, to też nie padnę z głodu, a życie na wsi jest tańsze niż w mieście; 4. nie będę mówić, że to ciekawa zmiana i może przynieść coś nowego, interesującego, bo wcale nie mam jeszcze ochoty na kolejne zmiany, raz bym chciała w szyciu jeszcze pożyć takim samym życiem (i m.in. ocieplić chałupę...); 5. jestem od kilku miesięcy tak zmęczona, że nie chce mi się czasem szyć - po pracy na pełen etat latam na zajęcia, na które muszę chodzić, latam na zajęcia, które prowadzę, a w wikendy przygotowuję je albo zajmuję się intensywnym muszeniem przygotowywać. Żadne szycie. A nie umiem ich nie przygotować lub zrobić je źle, na odwal się, bo cały czas mam złudzenia dotyczące uczelni i tego, jak musi wyglądać lektorat. Eniłej, mam satysfakcję, ale wolałabym mieć więcej czasu i luzu. Więc! jakby moja praca zanieistniała, to przynajmniej odpocznę. Będę jeździć po wsiach i robić zdjęcia, siedzieć nad stawem i patrzeć na żaby, jeść ciastka z koszyka z piknikiem. Cały czas pamiętam, że nie samą pracą człowiek szyje.

Te ostatnie zdania o ciastkach i żabach to takie moje standardowe pitu pitu o słodyczy istnienia, ale nadal mnie przekonuje.

W ramach odświeżającego dodatku na temat tego, co jest w życiu ważne, zamieszczam nagranie - niestety bez napisów.

środa, 16 kwietnia 2014

Przyjemność tekstu

Znowu czytam, głównie z przekory, bo niby powinnam zajmować się pisaniem doktoratów i przygotowywaniem zajęć. Po ostatnich miesiącach tyrania nie zamierzam się jednak do niczego zmuszać ponad miarę.

"Podobno nigdy się nie podniósł po tym, co się wydarzyło przed jego weselem. Miał się ożenić z jedną damą, zdaje się, że ze Spenderów. Szykowało się wielkie weselisko, ale po próbie panna młoda poszła na piętro i odstrzeliła sobie głowę. Palcem u nogi pociągnęła za cyngiel strzelby."

poniedziałek, 31 marca 2014

niedziela, 30 marca 2014

Proljeće na moje rame slijeće

Mam do napisania tylko smętki. Więc wrzucę niesmętne zdjęcie.

niedziela, 2 lutego 2014

Шта радиш кад пахуље падају на град

Dopiero w niedzielę doszłam do siebie po tygodniu. Jak to ostatnio. Staram się w miarę regularnie biegać, więc biegałam 45 minut i pokonałam ponad sześć kilometrów. Żeby nadrobić braki w kaloriach, zjadłam zaraz osiem kawałków tarty ze śliwkami, jako że piekę przy sobocie, żeby uczcić, że żyjemy i mamy czasem wolne dnie.

Шта радиш кад пахуље падају на град

Lubię swoje życie. Tak sobie powtarzam, żeby zapomnieć o zmęczeniu.

Шта радиш кад пахуље падају на град

Lubię to, że postanowiłam nie robić w ten wikend nic, co powinnam. Nie pisałam konspektów. Nie przygotowywałam zajęć, nie myślałam nad niczym uczelnianym, a także pracowym. NIe czytałam nawet książek, które pożyczyłam z myślą, że muszę je przeczytać. Przeczytałam Blankets. Pod śnieżną kołderką, które przyszło do mnie pocztą z dawnych czasów. Jako że rozbiłam samochód, a poczta jest za siódmą wioską, odpaliłam właściwie zepsute Tiko i, ślizgając się po lodzie, jakoś dotarłam do nieszczęsnego urzędu.

Шта радиш кад пахуље падају на град

A, tak, z nowości to rozbiłam samochód O., bo zamarzł z nienacka deszcz i wypadłam z zakrętu. Na szczęście nic mi się nie stało, tylko przy okazji rozbiłam jakieś dwie wypłaty. Jeśli jesteście ciekawi, jak to jest wylądować na poduszce powietrznej, to rozkosznie, ma się wtedy obitą tylko rękę o deskę rozdzielczą, wszystko inne super, tylko jest w poduszkach jakiś proszek, który śmierdzi, jakby się paliło.

Шта радиш кад пахуље падају на град

To mój pierwszy wikend od dłuższego czasu, kiedy nic nie muszę, zasadniczo tylko dzięki postanowieniu. Wytrwałam w nim nieugięcie. Chodziłam po śniegu, obmyślałam ogród i strych, paliłam papierosy, robiło mi się niedobrze (bo prawie nie palę), gotowałam, sprzątałam, szyłam na maszynie, a raczej przerabiałam różne dziwne spodnie.

Шта радиш кад пахуље падају на град

Przypomniałam sobie, że na pogrzebie Đ. Ciocia B. miała ze sobą zamykaną srebrną popielniczkę, którą dostała ode mnie prawie 15 lat temu... Zrobiło mi się jakoś smutno, ale miło.

Шта радиш кад пахуље падају на град

Czekam na wiosnę. Nie lubię zimy. Nie znoszę zimy dłużej niż miesiąc. Kiedyś wyprowadzimy się do ciepłych krajów. Albo i nie.

Шта радиш кад пахуље падају на град

PS Imbolc obeszłam, paląc papierosy nad wodą w postaci odwilżającego się chwilowo śniegu.

czwartek, 23 stycznia 2014

Szkic

Od kilku miesięcy myślę, że chciałabym popisać sobie więcej, ale oczywiście łatwiejsze rozrywki wygrywają i oglądam American Horror Story albo kompulsywnie sprzątam i idę spać. Czasem szyję coś eksperymentalnego na maszynie. Chciałabym popisać więcej życia, zagłuszyć niepokój (na szczęście prawie go nie odczuwam, może to przez wypełnienie szycia pracą), napisać kawałek doktoratu, który odłożyłam na niewiadomokiedy, bo postanowiłam w życiu już nie wywierać na siebie niepotrzebnych presji i nie stresować się bez powodu. Chcę w spokoju czytać, wyglądać przez okno, ocieplać ściany, przybijać podłogę i konstruować moje szycie. Brakuje mi na to czasu, ale to kolejny potrzebny rok pracy (trochę ponad jednej) i jestem tego świadoma. Do tego pracy, którą lubię. Staram się pamiętać, że przyjdzie wiosna i przeczytam większość tego, co teraz leży nieruszone, a praca pozwoli mi na dalsze godne szycie (albo i nie, żyjemy w końcu za żelazną kurtyną).

Szkic, bo chciałam napisać o tym, co lubię, ale pokrótce:

- jeść (dużo, słodkie);

Ty zawsze byłaś zachłanna, powiedziała kiedyś O.

Na szczęście znowu trochę biegam. Nie pamiętam, czy pisałam, ale pobiegłam w biegu noworocznym w Kurowicach (tak!) i dostałam medal (tak!)! Jestem z siebie strasznie dumna i zadowolona.

PS W pracy odebrałam telefon instytut słucham (tak, zgrywam się na poważną biurwę!), a tam pani powiedziała, że zaprasza mnie na (uwaga!) spotkanie kulinarne, na którym otrzymam wyjątkowy prezent, KULĘ PIORĄCĄ! Dostałam ataku głupawki i powiedziałam, że nie jestem w stanie rozmawiać, po czym dochodziłam do siebie przez kilka minut.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Upodobawszy

O.: - Włączyłam wczoraj telewizję i zaczęłam oglądać film. Od razu pomyślałam, że ci się spodoba, bo to w twoim typie: gdzieś na końcu świata, wszystko we mgle, gęsi chodzą po polnych drogach, przez wieś wiozą trumnę.