Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porządki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porządki. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 sierpnia 2010

Występy gościnne

Maganuna pogrążona jest w remontach, przez które cierpi nasz związek pozbawiony wspólnego-wychodzenia-na-imprezy. Dlatego też poprosiła mnie o zrobienie wpisu na jej blogu:
"jakbys sie nudzil, to mi napisz jakiś wpis na blogu o moim zyciu, bo ja jestem zbyt zajęty remontem:]"
Problem w tym, że ja zupełnie nie wiem co pisać o życiu Maganuny (nie nudzę się też, jeśli o to idzie). Niby mógłbym zrobić taki interesujący wpis, po którym ilość odsłon skoczyłaby czterokrotnie a ciśnienie Mgnn do wartości zabójczych, ale przecież nie o to chodzi...

Ponadto, chociaż to ja jestem ten mądrzejszy w związku, właściwa mi jest głębia, nie elegancja myśli. Gdzież mi do cudownej językowej swobody i fantazji autorki bloga. Mimo wszytko, spróbuję coś napisać o stanach krytycznego przepracowania Mgnn i innych lenkach, których doświadcza nieszczęsna.

Dość powiedzieć, że po zalepieniu dziur w ścianie zbyt szybko tężejącym gipsem, Mgnn ma zamiar pojechać na wieś i pisać pracę magisterską. Ostatecznie, nie chce wpaść w kompleksy z powodu swojego niedostatecznego wykształcenia.

Wczoraj wieczorem opowiedziałem jej o kontynentach pływających po płaszczu Ziemi, o Księżycu wyrwanym z wnętrza naszej planety na drodze kosmicznej kolizji...
{tu mi się przypomina piosenka ze słowami o "zderzających gwiazdach"  }

...i stanie nieważkości będącym wiecznym spadaniem. Strapiło to ją i pogrążyło w smutnych myślach. Rano powiedziała, że miała koszmary, ale nie wiem czy to przez moje opowieści.

Później jedliśmy i ja jeszcze myłem zęby i po przestawieniu szafek wyszedłem, moja opowieść zaś urwie się, bo co ja to nie Maganuna i nie od tego ten blog jest, żebym o sobie pisał.

czwartek, 15 lipca 2010

Wietrzenie lisów

Otóż, drogi pamiętniczku, wciąż jesteśmy w trakcie letnich porządków. Nie służy to moim nerwom, gdyż wyszedłszy wczoraj przed dom dostałam migotania przedsionka z powodu truchła, które zawisło później na ławce w kuchni. Okazało się, że O. znalazła na dnie jakiejś szafki lisa, którego dostała od Prababki Lodzi, i postanowiła go wywietrzyć. Między Bozią a prawdą znalazła jeszcze kołnierz z lisa, ale go wyrzuciła, bo postanowił zrzucić sierść na lato.



Więc lis się wietrzy do teraz, towarzyszył mi również w śniadaniu.

Pamiętam, jak Zła Babka wyciągnęła kiedyś swoje lisy z szafy, pokazała O. i H. i powiedziała do H. "to będzie kiedyś twoje". H. nieomal umarła z zachwytu i szczęścia. Bezcenne. Lisy mają plastikowe oczy i w pyszczku zapięcie, które pozwala wczepić początek w koniec i umieścić na szyi. Nadal nie próbowałam. Może kiedyś dojrzeję.