Nadeszła jesień. Wychodzę do ogrodu i miarowo, niezmiennie moknę we mgle. To już ta pora. Rano wstaję, ale się nie budzę. To jeszcze nie rozpłoszenie, ale blisko. W półśnie jem śniadanie i powoli się budzę. Zaczynam pracować w zamroczeniu. Koło południa przytomnieję i pracuję tylko w lekkim zamroczeniu. W końcu jadę na jakieś zajęcia i jestem zupełnie przytomna. Wracam trochę oszołomiona miastem i zaczynam skopywać ziemię, przesadzać sumak lub grabić liście. Minął właśnie okres mielenia masy gałęzi nową maszyną, którą sobie sprawiłam na nowy rok szkolny. Dzięki temu cudownemu urządzeniu nie muszę po każdych porządkach w lesie lub ogrodzie robić ogniska, po którym budzą się duchy przodków i nadjeżdża straż pożarna, podczas gdy ja polewam dach wodą z węża, żeby się nie zajął. Liściaste zmielone gałęzie zostawiam na podpałkę, a iglastą masą zasypuję doły w lesie. Tak na razie mijają dnie. W przyszłym tygodniu muszę popracować w rozjazdach, a później będę mogła powoli szykować się do zimowego snu.
piątek, 17 października 2014
środa, 17 września 2014
czwartek, 14 sierpnia 2014
Nasiona betonu
Straciłam chęć do pisania. Przez chwilę myślałam, że jak będę miała więcej czasu, napiszę sobie coś miłego. Okazało się, że nie, że życie wygrywa z pisaniem, a może tego czasu nie jest aż tak dużo? Chyba jednak jest, tylko zajmuję się czytaniem, po raz pierwszy od dawna, czytam dużo, bo nie muszę codziennie brnąć przez osiem godzin przez morza tekstów do korekty. Robię to tylko co jakiś czas, brnę np. przez czternaście godzin, ale rzadko. Poza tym wykonuję moje stare i nowe prace, przeplatając je zajęciami w domu i ogrodzie. Moje nowe wyzwanie to wylewka betonu w garażu, do której przymierzałam się od dłuższego czasu. Inne - to zmienienie naszego legendarnego salonu w salon. Przez lata był to pokój bez sufitu, wyłączony z użytku, nie licząc gromadzenia w nim rupieci i palenia papierosów, od chyba zeszłego roku ma sufit, bo zrobiłam.
(Piszę bez przekonania.)
Poczułam się chwilowo zmęczona. Chcę zajmować się życiem i swoim spokojem. Napisałam do propozycji pracy w Stolnicy, że nie jestem jednak zainteresowana. Nie jestem do końca pewna, czego oczekuję od życia, ale wiem, czego nie chcę. Więc będę robiła swoje i była chyba całkiem zadowolona. Wygląda na to, że będę miała teraz pracę mobilną i elastyczną, co mi się podoba.
Przez lata miałam wyrzuty sumienia, że "nie mam koncepcji na przyszłość", upadła mi na początku studiów, kiedy zrozumiałam, że nie będę słynną pisarką, bo po pierwsze jestem zbyt leniwa, po drugie jestem zaburzona, po trzecie na co dzień martwię się raczej tym, co do garnka włożyć (w ogródku są już dynie, ale kabaczków mało) i musiałabym najpierw stać się Bogatą Dziedziczką. Myślałam, że przeszkodą jest też to, że interesuję mnie głównie ja. Pewnie są jeszcze inne, liczne powody. Tak że nie zostanę również wybitną pianistką, malarką czy śpiewaczką, bo moje bałkańskie pieśni śpiewane od tyłu zwykle wypadają wątpliwie (choć może w czasach hipsterstwa…). To jest nadal o upadłych koncepcjach na przyszłość, przypominam, bo sama zdążyłam zapomnieć. Tak właśnie wygląda moje myślenie i pisanie. Jeśli miałabym napisać jakąś historię, musiałaby być wyjątkowo postmodernistyczna (czyt. nieczytelna).
Wylewka z betonu, wylewka betonu, betonowy ogród.
(Piszę bez przekonania.)
Poczułam się chwilowo zmęczona. Chcę zajmować się życiem i swoim spokojem. Napisałam do propozycji pracy w Stolnicy, że nie jestem jednak zainteresowana. Nie jestem do końca pewna, czego oczekuję od życia, ale wiem, czego nie chcę. Więc będę robiła swoje i była chyba całkiem zadowolona. Wygląda na to, że będę miała teraz pracę mobilną i elastyczną, co mi się podoba.
Przez lata miałam wyrzuty sumienia, że "nie mam koncepcji na przyszłość", upadła mi na początku studiów, kiedy zrozumiałam, że nie będę słynną pisarką, bo po pierwsze jestem zbyt leniwa, po drugie jestem zaburzona, po trzecie na co dzień martwię się raczej tym, co do garnka włożyć (w ogródku są już dynie, ale kabaczków mało) i musiałabym najpierw stać się Bogatą Dziedziczką. Myślałam, że przeszkodą jest też to, że interesuję mnie głównie ja. Pewnie są jeszcze inne, liczne powody. Tak że nie zostanę również wybitną pianistką, malarką czy śpiewaczką, bo moje bałkańskie pieśni śpiewane od tyłu zwykle wypadają wątpliwie (choć może w czasach hipsterstwa…). To jest nadal o upadłych koncepcjach na przyszłość, przypominam, bo sama zdążyłam zapomnieć. Tak właśnie wygląda moje myślenie i pisanie. Jeśli miałabym napisać jakąś historię, musiałaby być wyjątkowo postmodernistyczna (czyt. nieczytelna).
Wylewka z betonu, wylewka betonu, betonowy ogród.
czwartek, 5 czerwca 2014
Przegląd ogłoszeń życiowych
Chciałabym mieć jakiś miły samochód. Najbardziej warszawę. Śniło mi się, że Izka kupiła czy dostała warszawę, białą; powiedziała, że jest w garażu, mogę iść zobaczyć, ale mi jej nie da.
Eniłej, przeglądam sobie dla relaksu ogłoszenia i moją uwagę zwróciły dwa następujące:
SAMOCHÓD IDEALNY DLA KOBIETY Z AUTOMATYCZNĄ SKRZYNIĄ BIEGÓW.
KOMPLET DOKUMENTÓW DO ZAREJESTROWANIA JAKO NOWY WŁAŚCICIEL.
Na koniec dodam tylko, że w zeszłym miesiącu dostałam maila z uniwersytetu, że „warunkiem wejścia na warsztaty jest okazanie się legitymacja studencką". Jestem zachwycona.
PS Czekam na lato i czas wolny, wtedy zabiorę się za dom i ogród, i, jak napisała I., nie będę miała wyrzutów, że nie zdołałam wszystkiego zrobić i znów zarosło, wyschło lub wylęgło się i zjadło liście czy kwiaty*.
Eniłej, przeglądam sobie dla relaksu ogłoszenia i moją uwagę zwróciły dwa następujące:
SAMOCHÓD IDEALNY DLA KOBIETY Z AUTOMATYCZNĄ SKRZYNIĄ BIEGÓW.
KOMPLET DOKUMENTÓW DO ZAREJESTROWANIA JAKO NOWY WŁAŚCICIEL.
Na koniec dodam tylko, że w zeszłym miesiącu dostałam maila z uniwersytetu, że „warunkiem wejścia na warsztaty jest okazanie się legitymacja studencką". Jestem zachwycona.
PS Czekam na lato i czas wolny, wtedy zabiorę się za dom i ogród, i, jak napisała I., nie będę miała wyrzutów, że nie zdołałam wszystkiego zrobić i znów zarosło, wyschło lub wylęgło się i zjadło liście czy kwiaty*.
niedziela, 25 maja 2014
Prywatne jest rataratarata
Wiecie co, wzięłam i zagłosowałam. Poszłyśmy z O. do szkoły na wsi i obydwie zaznaczyłyśmy moją ulubioną Izabelę Desperak.
Nie będę udawała, że jestem apolityczna; nie jestem. Nie lubię jednak ćkać bredni dotyczących świata ludzi na mój blog o dżemach, snach i ogrodzie, to zmąciłoby spokój eskapizmu z rzeczywistości, jak mogłaby powiedzieć jedna moja znajoma. Ale napiszę, bo mam dosyć tej rzeczywistości, bardzo, a w celu przełamywania złego nastawienia dla świata zamierzam mówić częściej to, co myślę.
Zagłosowałam. Izabela Desperak jest w partii Zielonych, z którą mi nie po drodze w pewnych kwestiach, ale musiałam oddać głos na moja idolkę. Akurat ona mogłaby się znaleźć w moim ogrodzie.
Tak – tak głosuje homożydomasoneria!
Nie będę udawała, że jestem apolityczna; nie jestem. Nie lubię jednak ćkać bredni dotyczących świata ludzi na mój blog o dżemach, snach i ogrodzie, to zmąciłoby spokój eskapizmu z rzeczywistości, jak mogłaby powiedzieć jedna moja znajoma. Ale napiszę, bo mam dosyć tej rzeczywistości, bardzo, a w celu przełamywania złego nastawienia dla świata zamierzam mówić częściej to, co myślę.
Zagłosowałam. Izabela Desperak jest w partii Zielonych, z którą mi nie po drodze w pewnych kwestiach, ale musiałam oddać głos na moja idolkę. Akurat ona mogłaby się znaleźć w moim ogrodzie.
Tak – tak głosuje homożydomasoneria!
sobota, 17 maja 2014
Kahva
Uwielbiam deszcz. Uwielbiam, jak leję, a ja siedzę w otwartym oknie i patrzę. Woda płynie z rynien i zbiera się w kałużach. Jest szaro i inaczej. Nic nie muszę i nie myślę o niczym, przynajmniej do południa, słucham sobie deszczu. Woda ścieka z dużych modrzewi przed bramą. Koty nie mokną, bo weszły do domu i zawzięcie śpią, w taki dzień potrafią wstać tylko pod koniec, żeby coś zjeść.
Za chwilę wstanę, napalę w piecyku w kuchni, żeby było przyjemnie – przede wszystkim niepotrzebne notatki – i zjem śniadanie. Kawa na początek.
Za chwilę wstanę, napalę w piecyku w kuchni, żeby było przyjemnie – przede wszystkim niepotrzebne notatki – i zjem śniadanie. Kawa na początek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
