poniedziałek, 3 listopada 2014

Zagadki literackie

Próbuję robić nieśmiałe notatki do pracy na wcale-nie-nowych-studiach. Nie wiem, co z tego wyniknie, ale przy okazji przypomniałam sobie, dlaczego książki, które wybrałam w odruchu mojego corazón, są dla mnie kluczowe:

- Surucucú ukąsiła ogrodnika - oznajmiła Consuelo profesorowi.
- Przynieś go do mnie, jak umrze.

niedziela, 2 listopada 2014

Postapokaliptyczny cmentarz pogrzebanych nadziei i inne rewelacje

Kiedyś dni zaduszne mijały mi raczej bezrefleksyjnie. W późniejszych czasach przypominały mi, że życie i nieżycie jest dziwne. Teraz sama nie wiem, z jednej strony jeżdżę ze Złymi Dziadkami na cmentarz i szoruję grób D., wyrywam chwasty i wydeptuję mrówki, bo Zły Dziadek uważa, że wchodzą do środka, ale nie potrafię wywołać w sobie bardziej refleksyjnych myśli niż np. taka, że Matka Boska z grobu stała wcześniej przez kilka lat w ogrodzie A. nad stawem. Później jadę w inne miejsca, które uważam za swoje, bliskie, i robi mi się smutno, bo przypominam sobie bardziej niż na co dzień, że wszystko zmienia się dużo szybciej, niż bym chciała. Inna zmiana to ta, że nie jestem już taka pewna, czy jak człowiek za dużo myśli, to się może doigrać. Próbowałam trochę więcej myśleć o szyciu i nie mam już wrażenia, jak kiedyś, że oszaleję. To akurat dobra zmiana, biorąc pod uwagę, że nie mam większych zmartwień i mam dużo czasu dla siebie.

W K. I. postanowiła iść z duchem czasu i kiedy nie mogła określić płci nowo narodzonego kota, nazwała go Gender. Jestem z niej bardzo dumna. Nawet jeśli płeć nie istnieje (chyba że koty nie są przesadnymi konstruktywistami), to kot okazał się żeńskiej i został przemianowany na Gienię, żeby było podobnie i żeby nie czuł się skonfundowany.

Wracając z ziem przodków, przejechaliśmy przez Łódź. Dawno nie miała okazji obserwować jej z pozycji pasażera, więc szybko dostrzegłam jakże krzepiące napisy typu ŻYDZEW DO GAZU i pomyślałam, że może faktycznie najlepiej byłoby zrzucić na to miasto bombę i zrobić tam pierwszy w kraju postapokaliptyczny park przyrody. Na szczęście po chwili na nowo przyzwyczaiłam się do uspokajającej mieszkańców swoją stałością mowy nienawiści. Z pogodnej stagnacji wybił mnie dopiero napis na kościele: CO DWIE GŁOWY TO JUŻ NIE KACZYŃSCY. Uciekłam z gębą w rękach.

piątek, 31 października 2014

Zdrowe odżywianie

O.: - Zjadłaś spleśniałe kiełki. Twoje zdrowe odżywianie przynosi efekty odwrotne od zamierzonych.

piątek, 24 października 2014

Kotek

Muszę podzielić się przypomnianym sobie zdjęciem z wakacji przedstawiającym naszego kotka. Photo by Maćq.


środa, 22 października 2014

Maganuna przedstawia miasta Polski*: Toruń

Zupełnie przypadkiem jestem w Toruniu. Nawet mi się tu podoba. Cały czas pada. Wszędzie jest Kopiernik i pierniki. Podobają mi się pierniki. Na starym rynku wystraszyłam się tylko doktora Chazana z wystawy księgarni. Ogłoszenie pod kościołem wzbudziło mój szacun, poniżej umieszczam zdjęcie. Nie wiem, czy profilowanie oferty religijnej pod względem pci nie podpada pod niszczenie rodziny genderem. Żeby mężczyzna zostawiał swoją wygodę i przychodził czuwać po męsku... jeszcze zacznie sprzątać, a tu już grzech murowany, jak dotarło do mych uszu niedawno dzięki mediom kościelnym. Porzućmy te tematy. Jako pamiątkę z Torunia kupiłam sobie w drogerii elektryczną szczoteczkę do zębów, niestety nie o smaku pierników. Byłam nad rzeką i tam najbardziej mi się podobało, bo lubię wodę, a nie lubię zwiedzać. W samochodzie włączyłam radio i złapałam od razu Radio Maryja.

* Pobieżnie i podszywając stereotypem.


piątek, 17 października 2014

Powtarzalność

Nadeszła jesień. Wychodzę do ogrodu i miarowo, niezmiennie moknę we mgle. To już ta pora. Rano wstaję, ale się nie budzę. To jeszcze nie rozpłoszenie, ale blisko. W półśnie jem śniadanie i powoli się budzę. Zaczynam pracować w zamroczeniu. Koło południa przytomnieję i pracuję tylko w lekkim zamroczeniu. W końcu jadę na jakieś zajęcia i jestem zupełnie przytomna. Wracam trochę oszołomiona miastem i zaczynam skopywać ziemię, przesadzać sumak lub grabić liście. Minął właśnie okres mielenia masy gałęzi nową maszyną, którą sobie sprawiłam na nowy rok szkolny. Dzięki temu cudownemu urządzeniu nie muszę po każdych porządkach w lesie lub ogrodzie robić ogniska, po którym budzą się duchy przodków i nadjeżdża straż pożarna, podczas gdy ja polewam dach wodą z węża, żeby się nie zajął. Liściaste zmielone gałęzie zostawiam na podpałkę, a iglastą masą zasypuję doły w lesie. Tak na razie mijają dnie. W przyszłym tygodniu muszę popracować w rozjazdach, a później będę mogła powoli szykować się do zimowego snu.

środa, 17 września 2014

...

Pamiętacie mój podrabiany układ planet? Pewnie nie, więc wrzucę zdjęcie już po katastrofie. Wróciłam po kilku dniach nieobecności do domu i okazało się, że Ziemia spadła z nieboskłonu. To na pewno coś znaczy, tylko nie wiem co, albo nie. I nie wiem, gdzie ona była.

Istotna informacja.