środa, 22 lipca 2015

Atrakcje na końcu świata

Dzisiaj cały dzień odnawiałam meble, ponieważ jak niemal co dzień muszę pracować. Kończy się na tym, że przez większość dnia zajmuję się muszeniem pracować, a pod koniec dnia w popłochu nadrabiam albo i nie, odkładając na czas paniki przed dedlajnem. To temat na kolejną impresję, a mianowicie, że albo będę zarządzać sobą w czasie, albo lepiej wrócę na etat. Albo znajdę takie zlecenia do robienia w domu, których nie będę za często nienawidzić. Choć to dziwne, bo na etacie nie przeszkadzało mi, jeśli nienawidziłam tekstów, które poprawiałam. W każdym razie odnawiałam dziś meble przez cały dzień. Skończyłam drewniany fotel sprzed wojny. Prawie zrobiłam do końca biblioteczkę z po wojnie. Albo sprzed, bo nie wiem, czy z tyłu jest data 37 r. czy 57 r. Zrobiłam część ławy. Wszystko to meble z litego drewna, które dają mi poczucie stabilności. Zdzieram stare lakiery, odkorniczam, bejcuję i lakieruję na pół matowo. Nie są to jakieś cuda wianki, ale są miłe i ładne, a dla mnie bardzo przyjemne i ładne.

Poza tym z atrakcji codziennych to ugryzła mnie osa. To dla mnie faktyczna niespodzianka, bo od lat mnie to nie spotkało. Trochę boli, bo przed chwilą zobaczyłam ją na nodze podczas zmywania. Musiała się przedostać. Zatłukłam, ale zdążyła, więc mam atrakcję - w końcu coś się wydarzyło. Ostatnio nawet burze nie były spektakularne, tylko czasem trochę wieje. Oprócz tego raczej nic, a osy interesują mnie bardziej niż dyskoteki czy nowe narkotyki. A! Nieprawda. Dwa dni temu poszłam biegać, dobiegłam aż do kościoła w sąsiedniej wsi i z powrotem, a wracając, znalazłam białego kota. Ogłoszenie o jego zagubieniu wisiało z sklepie już drugi miesiąc, ktoś musiał go dokarmiać przy remontowanej, do niedawna zdemolowanej stacji benzynowej i szrocie prowadzonym przez ćwoki. Kot był miły i siedział ze mną dwa dni, jak robiłam korekty w salonie, po czym został odebrany przez chłopca z miasta, który przechowywał kota na wsi u rodziców. Więc takie atrakcje też u mnie występują.

Aktualizacja: następnego dnia wylała pralka i to też była spora atrakcja. A kilka dni później była burza, co zawsze jest wydarzeniem odświętnym.

piątek, 26 czerwca 2015

Tak

Dziś po raz pierwszy od dawna świadomie robię sobie dzień zupełnie wolny. Zmęczyłam się wszystkim i nawet nie mam siły jechać na Ziemie Przodków. Dopiero wczoraj udało mi się zamknąć niemal wszystkie sprawy zawodowe i naukowe, po czym odeszły ze mnie wszystkie siły. Przez to budzik nastawiony na 8 rano zadziałał dopiero o 10. Wyłoniłam się z dziwnego niby-mroku, w którym śniła mi się wielka zima. Śniły mi się pokryte wielkimi zaspami śniegu pagórkowate pola sprzed dwudziestu lat i my brnący przez nie. Sen był zupełnie realistyczny. Świeciło słońce, a my szliśmy. Wstałam, mając wciąż w głowie śnieg, wyszłam na pomost, żeby poćwiczyć swoje wymyślone asany. Następnie zrobiłam sobie jajecznicę z rumiankiem, po czym poczułam się nieco normalniej, wystarczyło postanowienie wolnego dnia, że malało rozpłoszenie i zaczęłam wchodzić w głąb swoich myśli ze spokojem. Teraz zamierzam zajmować się sprawami domowo-ogrodowymi, a w przerwach czytać. Czytanie mnie uspokaja, w przeciwieństwie do internetów. Spokój to jedna z moich podstawowych wartości. Idę.

PS "Tak" - ulubione słowo Yoko Ono.
PPS Kiedy wchodziłаm do pokoju Ђ. i mówiłаm "dzień dobry", odpowiadał z zadowoleniem "tak".

PPS Z ważnych rzeczy: znalazłam wczoraj pod jabłoniami wielkie kępy poziomek! Okazało się, że to co kosiłam w każdym roku, myśląc "o, jakie ten chwast ma podobne liście do poziomek", jest nimi. Siedziałam w trawie, zrywając i jedząc, szklankę zebrałam i zasypałam cukrem w słoiku.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Potok myśli o szyciu

Jestem z siebie dość zadowolona, bo zorientowałam się wreszcie, że potrzebuję czegoś w rodzaju urlopu, najlepiej odpoczynku połączonego z niemyśleniem. Bo siedzę w domu zagrzebana w tekstach, swoich i nieswoich, i jestem coraz bardziej oderwana. Poznałam to po tym, że gdy chciałam wydrukować fragment pisanego właśnie tekstu, który musiałam szybko komuś zanieść, a drukarka przestała działać, kopałam ją w szale tak długo, aż chyba już nie będzie działać. Była i tak niedobra i mnie denerwowała regularnie, dostałam ją kiedyś w zamian za książkę, ale świadczy to, że muszę zadbać o moje nerwy. Ponieważ nie chodzę do pracy, tylko wykonuję ją w domu, to ostatnio zupełnie nie zapominam o pracy. Muszę się nauczyć. Na razie jedyną zmianą środowiska będzie wyprawa ze Złym Dziadkiem do sadu po czereśnie w najbliższym czasie. Dzięki temu skutecznie zapomnę o pracy, bo Zły Dziadek doprowadzi mnie do rozpaczy. Niby się już przyzwyczaiłam, że między innymi upiera się, żeby prowadzić samochód, i robi to, dopóki nie złapią go skurcze w nogach. Prawda, że to urocze? Przywykłam do jazdy, podczas której myślę sobie, że może nie zginiemy, ale kto wie. Poza tym krzyczy na mnie, jeśli wycieram ręce od czereśni w robocze ubranie. Trzeba w szmatkę. Brzmi nieszkodliwie, ale po dniu z nim... po dniu z nim zupełnie nie pamiętam o korektach. Tak. Więc to będzie pierwsza odmiana od roboty. Później Zła Babka chciała jechać na Litwę do swoich kuzynek, które mieszkają przy cmentarzu. Często się myli i mówi, że mieszkają na cmentarzu. Nie wiem, czy to przetrwam, ale może spróbuję. A później zrobię sobie wolne również od Złych Dziadków, zamknę się na strychu i nie wyjdę, aż mi wszystko przejdzie. 

środa, 3 czerwca 2015

Rozkosze lata

Kot przyniósł do domu. Ponieważ było wiotkie, myślałam, że nie żyje. Więc wyrzuciłam za płot, ale na szczęście po chwili sobie poszło. Ciekawe, czy mogło mnie zagryźć, udając martwe?

niedziela, 17 maja 2015

$$$

Natrafiłam przypadkiem na zdjęcia z jakiejś komunii i przypomniałam sobie, że (jako że szłam do) na swoją dostałam dwa miliony złotych. Więc się zastanawiam w takim razie.

GDZIE SĄ MOJE MILIONY???

wtorek, 7 kwietnia 2015

Znalezione w Saragossie

Co jakiś czas grzebię na strychu, myśląc, że raczej niewiele mnie już tam zaskoczy, w końcu przez lata wszyscy na nim grzebali i znaleźli, co było do znalezienia. Niby tak, ale mijają kolejne dekady i okazuje się, że niepozorne rzeczy kryją coś już zaskakującego.

Przeglądam podręcznik do botaniki z lat 40., a tam pocztówka - "Na pamiątkę stulecia śmierci Tadeusza Kościuszki. 15 X 1917".

poniedziałek, 30 marca 2015

Pozycjonowanie płazów

Idzie wiosna. Tak, to nic nowego ani niespodziewanego, ale potrzebuję powtórzyć: wiosna się zaczyna, bo przez ostatnie miesiące tak przywykłam do szarości (nawet jeśli zima była lekka), że miałam wrażenie, że to już stałe warunki i będzie tak zawsze. Od jakichś trzech lat tak mam, że z nadejściem zimy wpadam w poczucie, że zima jest na stałe. Dlatego powtarzam sobie sama, że jest zielono. Zaczyna rosnąć trawa i widzę pączki. Byliśmy rowerami przy bajorze, gdzie w zeszłym roku były niebieskie żaby, ale w tym roku były czarne. Nie wiem, czy coś nie tak z żabami, czy koniec świata. Może tamte uciekły i na ich miejsce przyszły nowe (ale dlaczego tamte nie zabrały ze sobą jeziora?). Żaby robiły wielki hałas i czułam się wtedy spokojna i na miejscu. Nagrałam i puszczam czasem, poprawia mi nastrój, choć to nie to samo. Bardzo chciałabym mieć przy samym domu wodę z żabami. Żeby ich było dużo i żeby ciągle skrzeczały i rechotały. Uwielbiam żaby. Jestem przeszczęśliwa, jeśli latem zasypiam, a przez uchylone okno słyszę jeszcze skrzek. W ogóle żaby to jedne z moich ulubionych zwierząt. W zeszłym roku hodowaliśmy kijanki i były strasznie ładne. Ogryzały glony, po które jeździłam rowerem i przywoziłam w słoiku. Wypuściliśmy je do stawu, zanim się całe przemieniły. Wyobrażam sobie, że jak podjeżdżamy, to nas poznają i podpływają do brzegu, wyglądając nieco spod wody. Co jest mało prawdopodobne, bo, jak wspomniałam, tamte były od niebieskich żab, a teraz zastaliśmy czarne.