Kochany pamiętniczku,
właśnie dojechaliśmy do Barcelony. od dziś Maganuna Kristina Barcelona znów, do odwołania. tym razem przyjechaliśmy samochodem, i po prawie 2,5 tys.km. są dwie strategie prowadzenia auta:
1. do usranej śmierci
2. aż oczy wypadną
Z. obrała obydwie, po czym wydała na parkingu gdzieś okrzyk grozy zakrywając twarz dłońmi, bo biegło na nią coś strasznego i czarnego, czyli jej cień.
poza tym
a poza tym mózg został gdzieś po drodze za Avignonem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą barcelona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą barcelona. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 lipca 2010
wtorek, 29 czerwca 2010
Opowiesci Kosmogradzkie
Chyba dostalam udaru slonecznego. Na szczescie na stronie zdrowybobas.pl udalo mi sie wyczytac porade, co wtedy robic, wiec pije chlodne plyny oraz okladam czolo i kark rozmieklym namoczonym recznikiem papierowym (z powodu deficytu tradycyjnych).
Z innych dziedzin istnienia to nie kupilam jeszcze Galki Z Bozia, z tej prostej przyczyny, ze wcale nie mam ochoty jechac do centrum. Calkiem zadowolona siedze na zboczu gory przy parku Guinardo i wychodze tylko na sama gore, zeby Barcelone ogladac z gory i z daleka. Naogladalam sie jej do oporu swojego czasu. Stad jest oddalona i ten dystans mnie zupelnie satysfakcjonuje, na razie. Jutro wybiore sie i tak zalatwiac sprawy podatkowe oraz na zakupy. Przez poprzednich kilka dni patrzylam to na ksiezyc odbijajacy sie w morzu (to tam czytalam na plazy w wikendy), na antene przy wzgorzu Mont Juic (to tam chodzilismy biegac i dzialy sie w poblizu ostatnie miesiace bytnosci na poludniu), na Sagrade Familie (poczatki w BCN), na port przy hydroelektrowni (gdzie pierwszy raz przypadkiem doszlam do morza srodziemnego). I takie tam... takie tam... opowiesci kosmogradzkie.
c.d.n. b.y.c.m.o.z.e.
Z innych dziedzin istnienia to nie kupilam jeszcze Galki Z Bozia, z tej prostej przyczyny, ze wcale nie mam ochoty jechac do centrum. Calkiem zadowolona siedze na zboczu gory przy parku Guinardo i wychodze tylko na sama gore, zeby Barcelone ogladac z gory i z daleka. Naogladalam sie jej do oporu swojego czasu. Stad jest oddalona i ten dystans mnie zupelnie satysfakcjonuje, na razie. Jutro wybiore sie i tak zalatwiac sprawy podatkowe oraz na zakupy. Przez poprzednich kilka dni patrzylam to na ksiezyc odbijajacy sie w morzu (to tam czytalam na plazy w wikendy), na antene przy wzgorzu Mont Juic (to tam chodzilismy biegac i dzialy sie w poblizu ostatnie miesiace bytnosci na poludniu), na Sagrade Familie (poczatki w BCN), na port przy hydroelektrowni (gdzie pierwszy raz przypadkiem doszlam do morza srodziemnego). I takie tam... takie tam... opowiesci kosmogradzkie.
c.d.n. b.y.c.m.o.z.e.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)