wtorek, 2 kwietnia 2013

Nachalna promocja

Niezbyt dużo tu piszę. Trochę się formuła wyczerpała, jak to kiedyś ktoś powiedział, poza tym za dużo wytwarzam i przetwarzam w pracy oraz na zajęciach. Pomyślałam jednak, że wkleję namiar na m.in. werandę, na której spędzam sporo czasu.

http://glebokidekolt.pl/  <----- TU KLIKNIJ ===!!!=== PROMOCJA==---> Głęboki dekolt - rozmowy przy kawie

niedziela, 17 marca 2013

Jesień, zima

Maganuna nastawiła czajnik na herbatę i zapaliła papierosa, żeby ukradkiem palić go nad piecem kuchennym. Cały dym szybko znikał pod półotwartą fajerką i M. z przyjemnościa patrzyła na jego ruch, przypominając sobie, że widywała to w dzieciństwie i wtedy też ją to ciekawiło. Teraz patrzyła jak zahipnotyzowana. "A ponoć z wiekiem coraz mniej rzeczy człowieka zachwyca", pomyślała. Było w tym sporo prawdy, jednak często zauważała ze zdziwieniem, że zwykłe rzeczy i czynności sprawiają jej przyjemność. Nie potrzebowała palić papierosów, ale podobał jej się dym. Potrafiła zapalić i patrzeć, jak papieros tli się na popielniczce, zmieniając się w szarą gąsienicę popiołu. To też było ładne. Kiedyś nie lubiła palaczy i wszystkiego, co z nimi związane, teraz przyszło jej do głowy, że garści pachnącego tytoniu mogłaby zaszyć w poduszeczce i trzymać w kieszeni kurtki, żeby nim pachniała. Rzeczy, czynności, zapachy. Poranki lubiła najbardziej, ale wtedy nie myślała nawet o papierosach. "Widocznie nie jestem uzależniona", myślała radośnie i piła dwie kawy, bo jedna to za mało.  - Ty zawsze byłaś zachłanna - powiedziała już parę lat temu jej matka. Poranna kawa to rytuał, tak powinna być zawsze traktowana. Jeżeli ktoś chce się tylko obudzić, niech pije herbatę i napoje z kofeiną. Latem M. mogła wyjść z kawą na werandę i wyobrażać sobie, że żyje w książce. Zbierała przedmioty, które tworzyły atmosferę początków ubiegłego wieku, a M., chociaż nie chciałaby zyć w tamtych czasach, z przyjemnością wchodziła do domu pełnego imbryków do kawy, małych filiżanek, patrzyła na półkę z samowarem, z kubkami w karciane wzory i z pozłacanymi uszkami. Przedmioty nie miały specjalnej wartości materialnej, ale były Przyjemnością, były też dzianiem się i czynnościami. Przypominała sobie w letnie poranki, że najlepiej na werandzie z kimś rogaliki jeść, zwykle jednak siedziała sama, bo szła do pracy na późniejszą godzinę. Lubiła te chwile, kiedy była rano zupełnie sama, w końcu jak miło jest nie musiać przejmować się niczym i być piciem kawy, słuchaniem muzyki.

niedziela, 10 marca 2013

Biegun Łódzki-Wschodni

Włączyłam w przypływie ponurych myśli radio. Siedzę trzeci dzień zasypana na końcu świata, bo przecież jak już wrócę do domu w piątek po pracy, to nie wyjdę nawet do sklepu, bo napadało śniegu do obrzydzenia. Włączyłam - mimo że nienawidzę radia - bo koty mało mówią, a ja trochę szaleję sama; mam niby pisać, więc sprzątam strych, S. chory daleko w tajemniczej krainie za polem ziemniaków ("z dalekiego kraju Gar-Deroby, gdzie panuje wieczne lato wokół prześwietnego miasta Staraszafa"). Walcząc z dygresją: w radio mówią, że NA PÓŁNOCY POLSKI NAWRÓT ZIMY! Na Północy! Winter is coming! Od kilku dni zastanawiam się, czy to zlodowacenie, a oni mówią, że nawrót na północy. Dotychczas myślałam, że mieszkam aktualnie w płaskiej Polsce Środkowej, ale chyba to przeklęta północ. Żeby nie być gołosłowną, załączam zdjęcia poglądowe:





środa, 20 lutego 2013

Я

Porośnięta szła przez ziemię
Porastało ludzkie plemię
Porastała pod niebiosy
Rozwłoszone włosząc włosy

Porośnięta szła
szła
szła

słuchając żydowskich pieśni, patrząc na cerkiew w słońcu, później słuchając tureckich piosenek, nadal w słońcu. Miła droga do pracy. Śnieg leży uparcie, przynajmniej jest czysty - spadła temperatura.
Nie mogę się doczekać, aż będzie cieplej i po pracy będę mogła się rzucać w wir pracy w ogródku. Zasieję pomidory, dynie, marzę o kabaczkach. Poza tym będę wtedy wracała do domu w dzień, a nie w nocy.

* * *

Cholerny świat, przeklęty śnieg, klęła M., podnosząc się z ziemi. Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. Ubrała się ładnie w pożyczone ubrania, bo miała podstępnie iść w przerwie w pracy na rozmowę kwalifikacyjną, a jak należy wyglądać nienagannie, to zwykle jest ślisko i się wyrżnąwszy na błotolodzie. Należy obetrzeć ręce, chroniąc spodnie. Po rozmowie pracodawca się nie odezwawszy do tych czas.

* * *

- Skąd masz samowar?! - zapytała O.
- Я добыла. - powiedziała M.- Spełnia wszystkie moje oczekiwania wobec rzeczy przepięknych, jest kolorowy, złocony i w kwiaty, na dodatek jest ze wschodu. A. przywiozłago ze swojego dzieciństwa spędzonego w Moskwie. Będziemy robić herbatę.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Jestę redaktorko

Wyszłam dziś z domu wcześnie rano. Przebiegłam żwawo przez zaśnieżone na nowo podwórko, tym razem uważając, żeby nie poślizgnąć się i nie runąć w błoto, jak rano tego dnia, gdy biegłam na rozmowę kwalifikacyjną w pożyczonym eleganckim ubranku. Wyjrzałam szybko zza bramy, autobus nie jechał, więc uspokojona poprawiłam czapkę i spokojnym krokiem ruszyłam w stronę przystanku. Psy spokojnie szczekały dupami, a słońce wschodziło na zachodzie, jak to u nas bywa o wczesnych porach.

Nieokreśloną ilość czasu później ocknęłam się w Łodzi. Niewiele się zmieniło względem wsi, jedynie budynki były bardziej zniszczone. Poszłam do pracy.

Nie jestem pewna, czy lubię pracować. Z jednej strony moje życie zyskuje stały rytm, z drugiej zaś najbardziej lubię w nim wyglądać przez okno, pijąc herbatę. W pracy, gdzie wszystko ma być zrobione na wczoraj, żeby dwie godziny temu poszło do druku, niekoniecznie mam możliwość realizowania tego modelu. Plusem jest też, że dużo się uczę. Głównym plusem jest to, że dostaję za pracę pieniądze. Pieniędzy nigdy nie za wiele, a zwykle za mało. Na nowe okna i tak nie odłożę. Ale nic to, zostało mi jeszcze trochę książek do sprzedania.

Po tej przedpołudniowej refleksji wracam do korekt i składów.

Czekam na wypłatę, będę mogła wreszcie oddać do naprawy maszynę do szycia.
C.d.n.

*UPDATE*
ja w pracy, wyjątkowo nie w garsonce i żakiecie:

piątek, 21 grudnia 2012

nie wyjechałam się zadręczać

nie przyjechałam się zadręczać
nie wyjechałam się udręczać
nie pojechałam się zadręczać
nie przyjechałam się udręczać
nie wyjechałam się zadręczać
nie pojechałam się udręczać

poniedziałek, 8 października 2012

MGNNUNS

Drogi pamiętniczku!

Blog miał się nazywać MGNNUNS*, co jest skrótem od Maganuna u Novom Sadu, jednak stwierdziłam, że nie ma co mnożyć bytów ponad konieczność i wróciłam do korzeni, w końcu “Zakrzywia się codzienność” to tytuł mojego pierwszego bloga sprzed lat, a jego duża część zawartości powstawała na dobrowolnym wygnaniu w BCN. Kojarzy mi się to z wyjazdem do NS, ale powoli przestaje, bo dociera do mnie masa różnic.

- nie wyjechałam się udręczać

- nie muszę pracować

- chyba w ogóle nic nie muszę poza tym, że powinnam pisać pracę MGR

- jestem na krócej

- warunki bytowe są dużo lepsze, niż na początku w BCN (nie mieszkam w schowku na miotły, tylko w jednoosobowym pokoju - najwyraźniej tym razem jakaś Bozia się nade mną ulitowała i tak, jak zwykle trafiam na najgorsze opcje, tym razem dostałam jednoosobowy pokój i to tylko dla siebie)

- nawet mi się tu podoba już pierwszego dnia, głównie dlatego, że nic nie muszę

Dojechałam bez problemów, nużąca była tylko długa jazda podczas burzy i deszczu. Planowane 12 godzin przeciągnęło się o trzy kolejne. Nie stresowałam się, gdzie jechać, bo uruchomiłam GPS w telefonie. Nie wiedziałam, że trzeba wyłączyć opcję “omijaj drogi płatne” i wyprowadził mnie w brukowane wioski, ale nie było tragicznie.

Samochód sprawował się bardzo dobrze, ale to akurat wiadomo, bo to samochód O. który działa na co dzień, a w zejszłym roku dowiózł nas do Słowenii. Tym razem niestety zamiast Karpliny jako towarzystwa miałam tylko kasety Britney Spears, ale nie było źle. Jak jadę w nocy, zawsze staram się śpiewać głośno i wykrzykiwać brzydkie słowa w kryzysowych momentach, to mnie ożywia.

Pokój mam wygodny, po drugiej zaś stronie łazienki jest współlokator z Macedonii, studiuje na politechnice i chodzi w dresie, jak wszyscy tutaj. Różnica pomiędzy tutaj a Polszą jest taka, że w NS dresy mają ładne i kolorowe, modne, a u nas nie.

*trochę jak Magnum Nuns, c'nie?