środa, 10 lipca 2013

Myślenie o szyciu

Nadal wpadam w sidła, które sama na siebie zastawiam, ale trochę mi lepiej, przypomniałam sobie, że lubię swoje życie, a najbardziej wyglądać przez okno. Poza tym jeść i spać. S. jest gdzieś pomiędzy.
Na lipiec przyjęłam strategię udawania, że pracuję, na razie nawet się sprawdza. Drukuję na służbowej drukarce naklejki w róże, to zawsze krzepiące zajęcie.

Trochę się stresuję różnymi sidłami własnej roboty, a ponieważ dotarło do mnie, że kobieta koło trzydziestki nie powinna przejmować się byle czym, nakleiłam sobie własnej roboty układ planetarny na ścianę, wokół lampy dostanej niegdyś od jednej z łódzkich naukowczyń. To mnie uspokaja. Kiedyś myślenie o kosmosie wywoływało we mnie też spokój, ale z gatunku wszystko gdzieś leci zawieszone w przestrzeni, jak się przypadkiem oberwie, to nawet nie zauważymy, że zginęliśmy; w takim razie nic nie ma znaczenia. Teraz jest to raczej nic nie ma znaczenia, więc samemu można je nadawać, a poza tym wszystko jest na tyle wielkie i dziwne, a nawet ciekawe, że nie ma się co przejmować byle czym. 
Układ wygląda następująco (trochę nie widać co to); skala jest mojego autorstwa. W górze zawinięta huśtawka.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Zagadka

Na podstawie zdjęć odgadnijcie, co słychać u Maganuny. Zdjęcia są chytrze przemieszane, żebyście nie zorientowali się od razu:






PS Do wrót normalności zastukam w piątek, gdzieś w okolicy Bożego Narodzenia. Jeśli nie odpisuję, nie przejmujcie się i nie obrażajcie, przebywam chwilowo w panice.

niedziela, 9 czerwca 2013

Јебем ти студије

Ponieważ jestem głupia, odłożyłam prace pisemne i zaliczenia na studiach na ostatnią chwilę. Tak mi się przynajmniej wydaje, że to z głupoty. Miałam od stycznia dużo pracy i właściwie nie miałam kiedy zająć się na poważnie studiami, ale być może mogłam napisać pracę mgrmgnn w Serbii, zamiast oddawać się rozkoszom intelektualnym i turystycznym. Oraz kulinarnym. I zamiast kupować wszystkie brokatowe rzeczy z kineskiej prodawnicy. Być może. Enyłej, teraz trochę się niepokoję, bo mam w tym tygodniu dosłownie wszystko, oddanie pracy, oddanie zaległych małych prac, oddanie zaległych dużych prac, turecki, serbski, na którym będą pytanie takie jak rozwój średniowiecznej monarchii serbskiej, ogólnie дупа, а właściwie дупе (po serbsku).



Poczyniłam jednak ten wpis z bardzo konkretnego powodu. Pisałam pracę o dzieciństwie w czasach komunizmu i, żeby odwrócić uwagę mojej lektorki od błędów językowych, napisałam, że w latach 80. nie było w sklepach niczego, w tym wanienek dla dzieci, więc mama kąpała mnie w zlewozmywaku. Mam nadzieję, że zadziała.

sobota, 8 czerwca 2013

Nieciekawy wpis relacjonujący

Przez ostatnie miesiące byłam po raz pierwszy w szyciu tak zajęta, że zapomniałam o moim wypasionym blogasku. Wzorem mojej znajomej pracoholiczki wzięłam na siebie dwie prace, kończenie studiów i życie. Zapomniałam, jak się nazywam, choć od początku roku nauczyłam się więcej niż na studiach - ponoć to standard w pracy? Nie uskładałam na wymarzony różowy samochód, bo szlag trafił piec od centralnego ogrzewania i przedłożyłam ciepło zimą nad marzenia. Teraz zaś rzuciłam jedną z prac, żeby odwalić studia. Piszę gniot magisterski, udaję, że przygotowuję się do egzaminu z serbskiego, słoweńskiego i tureckiego (chore, wiem), robię zaległe tłumaczenia. Jak dotrwam do końca czerwca, będę żyła; wiem, że będę, bo zawsze żyłam po tego typu imprezach. Działa to poza tym jak za ciasne trzewiczki dla marudnej królewny.

Nevermind.
Jak się skończy za niecały miesiąc ten kołowrót, będę mogła powrócić do klasycznych zachowań, czyli tworzenia ogródka, przybijania desek na suficie, leżenia w hamaku i myślenia o szyciu (a także zrywania czereśni, bo to już wkrótce).

PS Tak, tak, po tych egzaminach możecie mnie pewnie znaleźć na żywo, bo taki zestaw zdają w tym roku tylko dwie osoby (podpowiem, że nie mam rudych włosów).

czwartek, 11 kwietnia 2013

Wpis z 22 listopada 2008 r.


Bozia Od Pogody dziś jakaś nerwowa

Dziś to dzień na morze miał być! A słońce wzięło i nie wzeszło, same chmury i w ogóle szaro. Też mi Barcelona i Kostabrawa. Bozia Od Pogody dziś widać jakaś nerwowa, może się pokłóciła z Bozią Od Biustu.

Śniło mi się, że jest las, i wydmy i słońce, i potok wartki płynie ceramicznym korytem, a ja sprawdzam, czy pociąg z Bośni będzie mógł przejechać koło wodospadu. Później nagrywaliśmy na kasetę ducha z telewizora, żeby się go pozbyć.

"...czerwone skoki humorów i godzin, powolne wkraczanie wMago-świat, który był niezdarnością i pogmatwaniem wszytskiego, ale równocześnie paprociami tego pająka Klee, cyrkiem Miró, lustrem z popiołu Vieira da Silva, światem, w którym poruszałaś się jak konik szachowy, który by się poruszał jak wieża, która by się poruszała jak laufer..."




niedziela, 7 kwietnia 2013

Na końcu jest o szukaniu jeziora w lesie

Zastanawiam się, czy lepiej pisać, mimo że nie mam nic ciekawego do powiedzenia, czy siedzieć cicho.
Właściwie to nad czym ja się zastanawiam.

Miałam napisać coś o śniegu i skrzeczących kotach, ale chodziło mi to po głowie parę dni temu w okolicach garażu i niestety zapomniałam szczegółów. Jeśli chodzi o podobne nastroje, to wczoraj wracałam do domu przez zasypane śniegiem pola, klnąc i odganiając wrażenie, że jest jakiś styczeń w latach sześćdziesiątych. Może dlatego, że ta droga w latach 60. wyglądała prawie tak samo. Pomijam oczywisty fakt, że nasz kwiecień przypomina styczeń. Nie chciało mi się czekać godziny na nieistniejącym Dworcu Fabrycznym, więc dojechałam do wsi dwie wsie od domu i pojszłam. Droga gmino! Nie, nie ma po co odśnieżać dróżek ni chodników na wsi, przecież nikt nimi nie chodzi. Wiosna to też przeżytek i zbytek, pewnie faktycznie słońce zgasło, będzie zlodowacenie i wszyscy umrzemy. Z głodu i pozabijania się nawzajem, będzie z nas coś pomiędzy walking dead a winter is coming.

O czym to ja?

Dostałam dziś standardowego niedzielnego napadu szału. Miałam cały dzień robić zaległe i nawarstwione tłumaczenia, poległam po dwóch stronach i przerzuciłam się na sprzątanie i ogólne kurzodomowienie. Pozmywałam, odkurzałam, umyłam podłogi, spaliłam stare kartony, wrzuciłam do pieca stare ubrania, odłożyłam gazety na makulaturę, podlałam kwiaty, pochowałam do szafek wszystkie przedmioty uparcie stojące na wierzchu. Jeszcze tylko test białej rękawiczki i byłabym j***ą perfekcyjną panią domu. Przestałam dopiero, gdy wpadła A. po dziwne książki do pracy, a jej tata zabrał reklamówkę książek religijnych O., które jako jedne z wielu zostały przeznaczone do puszczenia w świat.

Tłumaczenia dalej leżą. Jeśli uda mi się w tym roku skończyć te studia, pracując jednocześnie w dwóch miejscach, to będzie prawdziwy cud. Może również po jakimś czasie jakaś moja praca stanie się robotą w miarę na stałe, a może nie i będę miała po raz kolejny mnóstwo wolnych chwil i czasu dla siebie, co - o dziwo - potrafi mnie zwykle cieszyć mimo biedy bezrobocia. I tak za jakiś czas przestanę być korektorko (prawda, że moje przecinki mają się dużo lepiej?) i zostanę tylko biurwo - szczęśliwi inni, nie ja, którzy majo umowę na stałe. Nieszczęśliwi ci, którzy i tak mają gorzej. Tak mi się podoba korekta i skład, ostatnio wstawiałam do podręczników zdjęcia najładniejszych kur, jakie w życiu widziałam. Do znalezienia czegoś sensowniejszego będę musiała zajmować się komercjalizacją i innym pi***eniem. Nienawidzę w życiu wszystkiego, co mówi, jak opchnąć ludziom jak najwięcej czegoś, jak sprzedać, komercjalizować, wytworzyć w ludziach potrzebę, normalnie rzygać mi się chce. Nie, nie sprzedaję niczego, tylko jestem także panią z dziekanatu na studiach tego typu. Na szczęście mam w wikendy darmowe obiady i ciastka, poza tym wykradam wody mineralne i skserowałam książkę na kserze uniwersyteckim.

Tak, tak. Powinnam teraz odwalać studia, więc pewnie jeszcze coś napiszę. Myślałam, żeby napisać o szukaniu wioski na mieście; jak ostatnio szukaliśmy, to z B. i A. znajszliśmy zamiast wiosny zamarznięte jezioro, ale i tak było fajnie. To było w Poznaniu. Innego zaś (letniego) dnia znalazłam w mojej wsi jezioro w lesie, ale później nigdy nie mogłam do niego trafić. Niektórzy się ze mnie śmiali, że je sobie wymyśliłam, ale wcale tak nie było. Byłabym znalazła, ale jak ostatnio poszliśmy z S. szukać, to zrobiło się ciemno i za bardzo się bałam w lesie, przez co powiedziałam S., że nie obchodzi mnie już jezioro i że wracamy. 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Nachalna promocja

Niezbyt dużo tu piszę. Trochę się formuła wyczerpała, jak to kiedyś ktoś powiedział, poza tym za dużo wytwarzam i przetwarzam w pracy oraz na zajęciach. Pomyślałam jednak, że wkleję namiar na m.in. werandę, na której spędzam sporo czasu.

http://glebokidekolt.pl/  <----- TU KLIKNIJ ===!!!=== PROMOCJA==---> Głęboki dekolt - rozmowy przy kawie