środa, 9 maja 2012

Wyrż

To miał być spokojny dzień. Od rana odszyfrowywałam teksty ruskie z jać i innymi jerami, później czytałam rzeczy na seminarium, w końcu zapakowałam papiery na zajęcia, słownik terminów literackich, aparat i wodę do plecaka i zebrałam się, żeby jechać do Miasta Uć. No i jak już wyjechałam, to motor mi wszedł na dziwnie wysokie obroty i zanim się zorientowałam, wyrżłam motocyklem i sobą o żużel. Oczywiście po co było zakładać rękawice, skoro jest ciepło? Można przecież też powydłubywać kawałki żużlu nożyczkami!
Tak oto radośnie kontynuuję dzień, siedząc w majtkach na tarasie i palę papierosa, przedarte spodnie (oczywiście ulubione) rzuciwszy w kąt. Przynajmniej mam teraz usprawiedliwienie, żeby nigdzie nie jechać.
Poza tą interesującą, zabawną i zakończoną morałem historią zapewniam, że nic wielkiego mi się nie stało , jakby S. przeczytał, zanim wróci do domu, i wpadł w panikę.

czwartek, 22 marca 2012

pitu pitu

1. trochę się nadwyrężywszy z wiosną, skręciwszy kostkie poszedłszy na koncert i na górki w lesie, więc teraz by trzeba chyba jak Kuba w "Chłopach", nogę pod drzwi i siekierą
2. żałuję, iż przed zmianą pracy zdążyłam z poprzedniej ukraść tylko trzy łyżeczki (ale doładowałam sobie też konto na chomiku ze służbowego telefonu za 30zł)
3. Hella zażywa ostatnio olej lniany, dodaje do wszystkiego, więc w ramach anarchii usmażyłam dziś na nim jajecznicę. ponoć działa dobrze na mózg, więc oglądam sobie The Walking Dead i spokojnie czekam na wzrost IQ
4. pokusiło mnie, żeby włączyć polskie napisy do ww. serialu i okazało się, że ktoś uparcie tłumaczy "stupid bitch" jako "głupi babsztyl"
5. ogólnie forma przetrwalnikowa mimo ożywiającego postpogańskiego tournee po Dolnym Śląsku

środa, 7 marca 2012

Bu ne?

Zwykle wyśmiewam "czarne kwiaty melancholii", jeśli kwitną zbyt rozkosznie, ale muszę przyznać, że rok ów od początku jest dla mnie nieco melancholiczny - przyjąszy perspektywę pierwszoosobową. Trzecia osoba widzi to w nieco cieplejszych barwach. Spróbujmy.

M. sprząta garaż, żeby zrobić sklep, najchętniej z wróżbami, albo opowieściami, znajduje mysie gniazda, robi zdjęcia ogrodu, składa złom na sterty, tnie stare deski na opał, chodzi do pracy na przyzwoite godziny albo pracuje w chałupie, chodzi na zajęcia, a jak jej się nie chce, to nie chodzi, bo dostała indywidualny system nauczania Maganuny, zdała w sesji nawet turecki, kupiła wykroje ubrań i segregator Sekretów Dobrego Szycia (!), śpi we flanelowej pościeli, ma jeszcze dwa nowe odcinki "Gotowych na wszytsko" przed sobą, zatwierdziła temat pracy na seminarium, na uczelni jest miło, na Wielkanoc jedzie prasować mundury na Costa Brava, w zeszłym miesiącu zarobiła na lokacie całe 3,67zł, ma naszykowane do szklarni nasiona papryki oraz tytoniu, a do ogródka cały słoik nasion nasturcji, skombinowała akumulator do poloneza de lux i odpaliła go po całej zimie, którą spędził w zaspie wśród choinek (nie odważywszy się wyjechać poza podwórko i nie zamierzawszy), M. czyta książki zupełnie zaskakujące z Bałkanów, chodzi na dużo hiszpańskiego i stara się w codziennej mowie używać wykwintnego subjuntivo, ma ekstrawagancko hipstersko-oldskulowy telefon w kształcie różowym, pomalowała, a propos kolorów, kuchnię na wszechogarniająco fioletowo, a jesienią najwyraźniej rzuci na jakiś czas swoje szycie, żeby okresowo zamieszkać zagranico.

Z minusów dziś wystraszyła się ścierki na podłodze, wcześniej zaś nie mogła jechać po O., bo szukała przez godzinę kota, ale w końcu przybiegł nastroszony. Chyba zamknę je w jakiejś zagrodzie, żeby oszczędzać nerwy, że dzikie kuny je zjadły albo inna ciężarówka. Z minusów to chyba wszystko, nie licząc lekkiego zawieszenia w oczekiwaniu na wiosnę i tego, że napisała na blogu o pieniądzach, i to jeszcze dwa razy w jednej notatce.

P.S. Przypomniał mi się plus popołudniowy, gdy Mgnn zmieniła pani na asfalcie koło w samochodzie i pani wepchnęła jej do kieszeni 10złoty "na ciastka albo papierosy".

środa, 15 lutego 2012

Tragove njihovih konja zavejace sneg

Zastanawiam się właśnie, czy sanki zaprzężone w trzy koty dowiozłyby mnie do wsi obok.
Co za szczęście, że mam tydzień wolny od pracy i nie muszę ruszać się z zaspy, w którą zamienił się dom. Dziś rano wszystko było przykryte nową warstwą śniegu - prawdziwa zima, dopiero teraz. Nie sądziłam nigdy, że dane mi będzie zaobserwować zmiany klimatu (jeśli jestem w błędzie, niech mnie ktoś uświadomi). Powinnam napisać w tytule "w zasypanym śniegiem salonie", ale to już było, i to pewnie nie raz.
Miałam silne postanowienie, żeby zanieść CV do firmy tutaj, na miejscu, ale osłabło wraz z opadami śniegu. Z drugiej strony BYĆ MOŻE miło by było mieć pracę na miejscu, i to, że tak powiem, zawodową. Nie zaszkodzi zanieść. Będę musiała jednak te koty zaprzęgać.



(everybody loves kitties & queer culture)
...podczas, gdy pogoda prezentuje się następująco:

 ...podczas gdy wypiwszy herbatkie:

Być może zmobilizuję się, żeby pomalować kuchnię na fioletowo:
Tak, jak pomalowałam swój pokój na zielono (uwaga! odkryłam, że obrusy mogą służyć za dizajnerskie zasłonki i firanki dwa w jednym!):







 Pogodynka życzy miłego dnia.

niedziela, 5 lutego 2012

W drodze

Chciałabym napisać, że dużo ostatnio podróżuję, ale chyba tylko się przemieszczam. Czasem jeżdżę. Do podróżowania można zaliczyć chyba tylko szukanie nowych dróg do Łodzi - w piątek pojechałam dziwnymi odludziami, przez zamarznięte pola, księżycowe krajobrazy. Takie widoki i tak mam teraz za oknem. Bardzo lubię jeździć i uwielbiam samochód. (Przypomniał mi się moment w Hiszpanii, kiedy na przerwach obiadowych szłam do auta Z., mimo że było w nim zimno i panował lekki bałagan, ale twierdziłam, że czuję się tam jak w domu...) Zwykle jeżdżę już po zmroku, więc obserwuję światła stacji benzynowych i innych samochodów. Kiedy zamieszkaliśmy w B., gdzie teraz wracam, patrzyłam wieczorami na przejeżdżające ciężarówki, na smugi światła, wyobrażałam sobie, kto w nich siedzi, dokąd jedzie, czy słucha muzyki, co sobie myśli. Teraz mam przebicia tamtego czasu w chwilowych wrażeniach, bardzo ulotnych, zapachach, czasem widokach. Całkiem mi się podoba, że idę przez zamarzniętą ziemię do sklepu i wyliczam grosze na jedzenie:) Cieszyć zacznę się może na wiosnę, na razie skupię się na podobaniumisięjakjest.

Mój samochód jest na sprzedaż. Na mrozie zepsułam zamek od drzwi pasażera i ostatnio musiałam je całe okleić taśmą klejącą na czas jazdy. Poza tym złamałam kluczyk w zamarzniętym korku baku i też go zepsułam, bo wyrwałam obcęgami i śrubokrętem, żeby w ogóle zatankować i dojechać na wieś. W każdym razie poza drobnymi usterkami spowodowanymi tylko przeze mnie samochód jest niezawodny i odpala pięknie nawet przy obecnym mrozie. Jednak nie ma instalacji gazowej, więc na Bałkan nim nie pojadę. Zapraszam do rozważnej licytacji. Możecie dostać też poloneza, jeśli potraficie go naprawić. Pozdrawiam.

Moja nowa lampka inspired by An Q:


Nasza trzoda chlewna:



Rzeczy w trakcie częściowej przeprowadzki:

Krajobraz docelowy:



sobota, 28 stycznia 2012

MIDVINTER

Zdążyłam już zapomnieć, jak się mieszka na wsi zimą. Ogólna zasada brzmi: jak sobie napalisz, tak ci będzie ciepło. S. śpi właśnie nakryty kocem na głowę, koty przycupione zalegają przy piecu. W związku z tym regularnie rozkuwam przemarzniętą pryzmę węgla, suszę pieńki na rurze od komina i palę w kuchni wszystkimi drewnianymi śmieciami - w końcu jest miło i dobrze.

[*** budowa klamrowa***]

Może zlikwidowałam większość śmieci ze strychu, ale został ich jeszcze cały garaż. Te pierwsze nie były rzeczami przodków, jako że pierwszymi przodkami tego strychu jesteśmy my, i to dopiero od kilku lat. Najdziwniejszą zalegającą tam rzeczą jest, o ironio, czarna trumna z wytłaczanek do jajek dostana w roku 2006 od G. w kinie Cytryna. Oprócz tego może jakieś znalezione przy drodze zasuszone żaby. I cholera wie, co tam jeszcze, bo jakieś zapomniane walizki też się nagromadziły.

Kiedy koty nie są zajęte spaniem, oglądają śnieg przez okno. Jak wyjdą, to najpierw latają zafascynowane, a po chwili zaczynają z obrzydzeniem otrząsać łapki i chcą wracać. Wczoraj nasz biały kot po wyjściu z domu od razu wytarzał się w wysypanym przez Hellę popiele.

Ja sama też oglądam śnieg przez okno. Dziś patrzyłam też długo zza biurka na zniżające się i zachodzące słońce, to specyficzne, przygaszonożółte słońce zimowe. Zimą zachodzi właśnie na odludziu za bramą, latem bardziej na prawo, wtedy zachody są rozmyte i bardzo kolorowe, ponoć dlatego, że przeświecają przez toksyczne chmury nad nie tak daleką Łodzią. Jest mróz, ale na dwór zakładam watowaną bluzę hiszpańską i czapkę z uszami, a także wzuwam moje buty z Castle Party na wysokim koturnie, bo dobrze izolują. Zapaliłam tak jeszcze dziś papierosa i S. stwierdził, że wyglądam dziwnie. Nie źle, nie dobrze, ale dziwnie. To chyba dobrze.

[***budowa klamrowa***]

Śmieci do palenia ci u nas pod dostatkiem. Całkiem niedawno spaliłam wersalkę i meblościankę, a także bardzo dużo Wszystkiego. Straż pożarna znów jakimś cudem nie przyjechała, mimo że jak zwykle nie mogłam się opanować i dorzucałam rzeczy, aż płomienie osiągnęły wysokość pięciu metrów. Wtedy oddalony o kawałek dach zaczyna trzeszczeć, a ja polewam garaż wodą z węża, żeby się nie zajął.

P.S. Budowa tak naprawdę nie jest klamrowa, ale nie zachowałam struktury tekstu i chciałam to ukryć.

*updated P.S.*
Zasięg wygląda u nas tak:
(jestem zachwycona tym filmem, brakiem zasięgu zaś tak samo, jak bohater)