niedziela, 9 czerwca 2013

Јебем ти студије

Ponieważ jestem głupia, odłożyłam prace pisemne i zaliczenia na studiach na ostatnią chwilę. Tak mi się przynajmniej wydaje, że to z głupoty. Miałam od stycznia dużo pracy i właściwie nie miałam kiedy zająć się na poważnie studiami, ale być może mogłam napisać pracę mgrmgnn w Serbii, zamiast oddawać się rozkoszom intelektualnym i turystycznym. Oraz kulinarnym. I zamiast kupować wszystkie brokatowe rzeczy z kineskiej prodawnicy. Być może. Enyłej, teraz trochę się niepokoję, bo mam w tym tygodniu dosłownie wszystko, oddanie pracy, oddanie zaległych małych prac, oddanie zaległych dużych prac, turecki, serbski, na którym będą pytanie takie jak rozwój średniowiecznej monarchii serbskiej, ogólnie дупа, а właściwie дупе (po serbsku).



Poczyniłam jednak ten wpis z bardzo konkretnego powodu. Pisałam pracę o dzieciństwie w czasach komunizmu i, żeby odwrócić uwagę mojej lektorki od błędów językowych, napisałam, że w latach 80. nie było w sklepach niczego, w tym wanienek dla dzieci, więc mama kąpała mnie w zlewozmywaku. Mam nadzieję, że zadziała.

sobota, 8 czerwca 2013

Nieciekawy wpis relacjonujący

Przez ostatnie miesiące byłam po raz pierwszy w szyciu tak zajęta, że zapomniałam o moim wypasionym blogasku. Wzorem mojej znajomej pracoholiczki wzięłam na siebie dwie prace, kończenie studiów i życie. Zapomniałam, jak się nazywam, choć od początku roku nauczyłam się więcej niż na studiach - ponoć to standard w pracy? Nie uskładałam na wymarzony różowy samochód, bo szlag trafił piec od centralnego ogrzewania i przedłożyłam ciepło zimą nad marzenia. Teraz zaś rzuciłam jedną z prac, żeby odwalić studia. Piszę gniot magisterski, udaję, że przygotowuję się do egzaminu z serbskiego, słoweńskiego i tureckiego (chore, wiem), robię zaległe tłumaczenia. Jak dotrwam do końca czerwca, będę żyła; wiem, że będę, bo zawsze żyłam po tego typu imprezach. Działa to poza tym jak za ciasne trzewiczki dla marudnej królewny.

Nevermind.
Jak się skończy za niecały miesiąc ten kołowrót, będę mogła powrócić do klasycznych zachowań, czyli tworzenia ogródka, przybijania desek na suficie, leżenia w hamaku i myślenia o szyciu (a także zrywania czereśni, bo to już wkrótce).

PS Tak, tak, po tych egzaminach możecie mnie pewnie znaleźć na żywo, bo taki zestaw zdają w tym roku tylko dwie osoby (podpowiem, że nie mam rudych włosów).

czwartek, 11 kwietnia 2013

Wpis z 22 listopada 2008 r.


Bozia Od Pogody dziś jakaś nerwowa

Dziś to dzień na morze miał być! A słońce wzięło i nie wzeszło, same chmury i w ogóle szaro. Też mi Barcelona i Kostabrawa. Bozia Od Pogody dziś widać jakaś nerwowa, może się pokłóciła z Bozią Od Biustu.

Śniło mi się, że jest las, i wydmy i słońce, i potok wartki płynie ceramicznym korytem, a ja sprawdzam, czy pociąg z Bośni będzie mógł przejechać koło wodospadu. Później nagrywaliśmy na kasetę ducha z telewizora, żeby się go pozbyć.

"...czerwone skoki humorów i godzin, powolne wkraczanie wMago-świat, który był niezdarnością i pogmatwaniem wszytskiego, ale równocześnie paprociami tego pająka Klee, cyrkiem Miró, lustrem z popiołu Vieira da Silva, światem, w którym poruszałaś się jak konik szachowy, który by się poruszał jak wieża, która by się poruszała jak laufer..."




niedziela, 7 kwietnia 2013

Na końcu jest o szukaniu jeziora w lesie

Zastanawiam się, czy lepiej pisać, mimo że nie mam nic ciekawego do powiedzenia, czy siedzieć cicho.
Właściwie to nad czym ja się zastanawiam.

Miałam napisać coś o śniegu i skrzeczących kotach, ale chodziło mi to po głowie parę dni temu w okolicach garażu i niestety zapomniałam szczegółów. Jeśli chodzi o podobne nastroje, to wczoraj wracałam do domu przez zasypane śniegiem pola, klnąc i odganiając wrażenie, że jest jakiś styczeń w latach sześćdziesiątych. Może dlatego, że ta droga w latach 60. wyglądała prawie tak samo. Pomijam oczywisty fakt, że nasz kwiecień przypomina styczeń. Nie chciało mi się czekać godziny na nieistniejącym Dworcu Fabrycznym, więc dojechałam do wsi dwie wsie od domu i pojszłam. Droga gmino! Nie, nie ma po co odśnieżać dróżek ni chodników na wsi, przecież nikt nimi nie chodzi. Wiosna to też przeżytek i zbytek, pewnie faktycznie słońce zgasło, będzie zlodowacenie i wszyscy umrzemy. Z głodu i pozabijania się nawzajem, będzie z nas coś pomiędzy walking dead a winter is coming.

O czym to ja?

Dostałam dziś standardowego niedzielnego napadu szału. Miałam cały dzień robić zaległe i nawarstwione tłumaczenia, poległam po dwóch stronach i przerzuciłam się na sprzątanie i ogólne kurzodomowienie. Pozmywałam, odkurzałam, umyłam podłogi, spaliłam stare kartony, wrzuciłam do pieca stare ubrania, odłożyłam gazety na makulaturę, podlałam kwiaty, pochowałam do szafek wszystkie przedmioty uparcie stojące na wierzchu. Jeszcze tylko test białej rękawiczki i byłabym j***ą perfekcyjną panią domu. Przestałam dopiero, gdy wpadła A. po dziwne książki do pracy, a jej tata zabrał reklamówkę książek religijnych O., które jako jedne z wielu zostały przeznaczone do puszczenia w świat.

Tłumaczenia dalej leżą. Jeśli uda mi się w tym roku skończyć te studia, pracując jednocześnie w dwóch miejscach, to będzie prawdziwy cud. Może również po jakimś czasie jakaś moja praca stanie się robotą w miarę na stałe, a może nie i będę miała po raz kolejny mnóstwo wolnych chwil i czasu dla siebie, co - o dziwo - potrafi mnie zwykle cieszyć mimo biedy bezrobocia. I tak za jakiś czas przestanę być korektorko (prawda, że moje przecinki mają się dużo lepiej?) i zostanę tylko biurwo - szczęśliwi inni, nie ja, którzy majo umowę na stałe. Nieszczęśliwi ci, którzy i tak mają gorzej. Tak mi się podoba korekta i skład, ostatnio wstawiałam do podręczników zdjęcia najładniejszych kur, jakie w życiu widziałam. Do znalezienia czegoś sensowniejszego będę musiała zajmować się komercjalizacją i innym pi***eniem. Nienawidzę w życiu wszystkiego, co mówi, jak opchnąć ludziom jak najwięcej czegoś, jak sprzedać, komercjalizować, wytworzyć w ludziach potrzebę, normalnie rzygać mi się chce. Nie, nie sprzedaję niczego, tylko jestem także panią z dziekanatu na studiach tego typu. Na szczęście mam w wikendy darmowe obiady i ciastka, poza tym wykradam wody mineralne i skserowałam książkę na kserze uniwersyteckim.

Tak, tak. Powinnam teraz odwalać studia, więc pewnie jeszcze coś napiszę. Myślałam, żeby napisać o szukaniu wioski na mieście; jak ostatnio szukaliśmy, to z B. i A. znajszliśmy zamiast wiosny zamarznięte jezioro, ale i tak było fajnie. To było w Poznaniu. Innego zaś (letniego) dnia znalazłam w mojej wsi jezioro w lesie, ale później nigdy nie mogłam do niego trafić. Niektórzy się ze mnie śmiali, że je sobie wymyśliłam, ale wcale tak nie było. Byłabym znalazła, ale jak ostatnio poszliśmy z S. szukać, to zrobiło się ciemno i za bardzo się bałam w lesie, przez co powiedziałam S., że nie obchodzi mnie już jezioro i że wracamy. 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Nachalna promocja

Niezbyt dużo tu piszę. Trochę się formuła wyczerpała, jak to kiedyś ktoś powiedział, poza tym za dużo wytwarzam i przetwarzam w pracy oraz na zajęciach. Pomyślałam jednak, że wkleję namiar na m.in. werandę, na której spędzam sporo czasu.

http://glebokidekolt.pl/  <----- TU KLIKNIJ ===!!!=== PROMOCJA==---> Głęboki dekolt - rozmowy przy kawie

niedziela, 17 marca 2013

Jesień, zima

Maganuna nastawiła czajnik na herbatę i zapaliła papierosa, żeby ukradkiem palić go nad piecem kuchennym. Cały dym szybko znikał pod półotwartą fajerką i M. z przyjemnościa patrzyła na jego ruch, przypominając sobie, że widywała to w dzieciństwie i wtedy też ją to ciekawiło. Teraz patrzyła jak zahipnotyzowana. "A ponoć z wiekiem coraz mniej rzeczy człowieka zachwyca", pomyślała. Było w tym sporo prawdy, jednak często zauważała ze zdziwieniem, że zwykłe rzeczy i czynności sprawiają jej przyjemność. Nie potrzebowała palić papierosów, ale podobał jej się dym. Potrafiła zapalić i patrzeć, jak papieros tli się na popielniczce, zmieniając się w szarą gąsienicę popiołu. To też było ładne. Kiedyś nie lubiła palaczy i wszystkiego, co z nimi związane, teraz przyszło jej do głowy, że garści pachnącego tytoniu mogłaby zaszyć w poduszeczce i trzymać w kieszeni kurtki, żeby nim pachniała. Rzeczy, czynności, zapachy. Poranki lubiła najbardziej, ale wtedy nie myślała nawet o papierosach. "Widocznie nie jestem uzależniona", myślała radośnie i piła dwie kawy, bo jedna to za mało.  - Ty zawsze byłaś zachłanna - powiedziała już parę lat temu jej matka. Poranna kawa to rytuał, tak powinna być zawsze traktowana. Jeżeli ktoś chce się tylko obudzić, niech pije herbatę i napoje z kofeiną. Latem M. mogła wyjść z kawą na werandę i wyobrażać sobie, że żyje w książce. Zbierała przedmioty, które tworzyły atmosferę początków ubiegłego wieku, a M., chociaż nie chciałaby zyć w tamtych czasach, z przyjemnością wchodziła do domu pełnego imbryków do kawy, małych filiżanek, patrzyła na półkę z samowarem, z kubkami w karciane wzory i z pozłacanymi uszkami. Przedmioty nie miały specjalnej wartości materialnej, ale były Przyjemnością, były też dzianiem się i czynnościami. Przypominała sobie w letnie poranki, że najlepiej na werandzie z kimś rogaliki jeść, zwykle jednak siedziała sama, bo szła do pracy na późniejszą godzinę. Lubiła te chwile, kiedy była rano zupełnie sama, w końcu jak miło jest nie musiać przejmować się niczym i być piciem kawy, słuchaniem muzyki.

niedziela, 10 marca 2013

Biegun Łódzki-Wschodni

Włączyłam w przypływie ponurych myśli radio. Siedzę trzeci dzień zasypana na końcu świata, bo przecież jak już wrócę do domu w piątek po pracy, to nie wyjdę nawet do sklepu, bo napadało śniegu do obrzydzenia. Włączyłam - mimo że nienawidzę radia - bo koty mało mówią, a ja trochę szaleję sama; mam niby pisać, więc sprzątam strych, S. chory daleko w tajemniczej krainie za polem ziemniaków ("z dalekiego kraju Gar-Deroby, gdzie panuje wieczne lato wokół prześwietnego miasta Staraszafa"). Walcząc z dygresją: w radio mówią, że NA PÓŁNOCY POLSKI NAWRÓT ZIMY! Na Północy! Winter is coming! Od kilku dni zastanawiam się, czy to zlodowacenie, a oni mówią, że nawrót na północy. Dotychczas myślałam, że mieszkam aktualnie w płaskiej Polsce Środkowej, ale chyba to przeklęta północ. Żeby nie być gołosłowną, załączam zdjęcia poglądowe: