Mój nieboszczyk ojciec przyjechał z Litwy i widziałam się z nim dziś przez chwilę. To chyba jego debiut w przestrzeni wirtualnej jako postaci. Przywiózł czarny chleb i cukierki, takie same, jak zawsze (z makiem, Zła Babka też zawsze takie przywozi). Cukierki już zjadłam, wszystkie, ale zostały na zdjęciu. Obiecał również ręcznie robioną narzutę sprzed 50 lat.
Boszczyk ojciec oznajmił, że ma jutro 38. urodziny, po czym poznałam, że jest w lepszym stanie, niż ostatnio, bo w ogóle pamięta, że ludzie kończą jakieś lata. Znaczy, powinnam może nadmienić, że ma dużo, dużo więcej, niż 38 lat, ale spostrzegawcze czytelniczki płci obojga i tak się tego domyślą. Jakby miał 38 lat, to ja bym była podlotkiem, którym nie jestem (zmarszczki pod oczami i bliżej do trzydziestki).
Dziwne.
Życie.
czarny chleb i czarna kawa
i jeszcze mi się przypomniało, że na 33. urodziny miał tort z jeżynami ułożonymi w to 33.
nie lubię go, nieboszczka, mimo tych cukierków... a może czasem go lubię, ale nie mogę go znieść?
więc na kolację zjadłam czarny chleb (wschód), popijając gazpacho zrobionym przez O. (południe), i tak się nade mną ścierały różne bieguny, południki i równoleżniki (oraz zwrotniki Raka i Koziorożca).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 sierpnia 2010
poniedziałek, 5 lipca 2010
Powroty do korzeni
Poszłam spać wczoraj po pierwszej w nocy, wypiwszy kakao. Bardzo lubię czas, kiedy inni w domu już lub jeszcze śpią, chyba bardziej ten rano. Jakby można było ukraść dodatkowy czas na życie. Zagotowałam mleko gapiąc się z tuż ponad, aż się prawie sama zagrzałam nad kuchenką, przelałam do kubka w róże i porwałam do przyczepy kempingowej, gdzie jestem na wakacjach. Tamże posłuchałam piosenki 'Don't cry' Guns'n'Roses, której kiedyś nie znosiłam, a teraz jakoś miło mi się kojarzy, potem rozładowała się bakteria w empetrujce. Więc postanowiłam zasnąć, co nie bywa takie łatwe, gdy na dyskotece we wsi obok leci tłuczonka z wątpliwym wokalem pt. jesteś szalona mówię ci. Ostatecznie zasnęłam z kocem na głowie i obudziłam się dopiero, gdy O. zaczęła uderzać w przyczepę, żebym wstała na śniadanie.
Miało być o powrocie do korzeni, ale znów mi się wymknęła główna myśl. C.d.n.
***
przypomniało mi się, co jeszcze chciałam napisać:
"chodzą Śmiercie po słonecznej stronie, trzymający się wzajem za dłonie"
i
"Kiedy las od ukąszeń zmór drzewnych pożółciał, Śnigrobek, błękitnawo zapatrzony w paproć, wędrownie się zazłocił - z dali w dal - po dwakroć, aż się wsnuł do krainy półduchów i półciał."
Miało być o powrocie do korzeni, ale znów mi się wymknęła główna myśl. C.d.n.
***
przypomniało mi się, co jeszcze chciałam napisać:
"chodzą Śmiercie po słonecznej stronie, trzymający się wzajem za dłonie"
i
"Kiedy las od ukąszeń zmór drzewnych pożółciał, Śnigrobek, błękitnawo zapatrzony w paproć, wędrownie się zazłocił - z dali w dal - po dwakroć, aż się wsnuł do krainy półduchów i półciał."
niedziela, 20 czerwca 2010
Koszyk z piknikiem
miała lat, nie przymierzając, trzysta...
czyta Mgnn po śniadaniu. Starość. Urocze kurze łapki. Zirytowała się, spojrzała na koszyk z piknikiem, nie ruszyła, bo ma się odchudzać, i poszła nad staw palić papierosy.
Nadal jest w K., na ziemi przodków, i to tym razem nie tych złych. zła część rodziny porozumiewa się z Mgnn ostatnio tylko przez telefon. (Mgnn nadal powtarza co jakiś czas jak mantrę: "obym odziedziczyła choć część ich żelaznych genów. to zawsze przydatne móc zasnąć na godzinę na mrozie, wstać jakby nic i pójść dalej".)
i na Ziemi Przodków doszła do niby-banalnego. niby-nie wniosku, że czas nie jest aż tak linearny, jak myślała, bo. bo tak 10 lat temu wyleciały z obejścia wszytskie drzewa i Mgnn pomyślała: no tak, ostateczne zamknięcie dzieciństwa. a teraz idzie nad staw palić papierosy (budowa szkatułkowo-klamrowo-chaotyczna) i tam wszystko już prawie takie, jak Kiedyś. więc w Mgnn włączyła się nostalgia, sentymentalizm i niemal melancholia, ale nie do końca. teraz to już nie taka pierwsza naiwna.
zdecydowała się jednak na ten koszyk z piknikiem.
czyta Mgnn po śniadaniu. Starość. Urocze kurze łapki. Zirytowała się, spojrzała na koszyk z piknikiem, nie ruszyła, bo ma się odchudzać, i poszła nad staw palić papierosy.
Nadal jest w K., na ziemi przodków, i to tym razem nie tych złych. zła część rodziny porozumiewa się z Mgnn ostatnio tylko przez telefon. (Mgnn nadal powtarza co jakiś czas jak mantrę: "obym odziedziczyła choć część ich żelaznych genów. to zawsze przydatne móc zasnąć na godzinę na mrozie, wstać jakby nic i pójść dalej".)
i na Ziemi Przodków doszła do niby-banalnego. niby-nie wniosku, że czas nie jest aż tak linearny, jak myślała, bo. bo tak 10 lat temu wyleciały z obejścia wszytskie drzewa i Mgnn pomyślała: no tak, ostateczne zamknięcie dzieciństwa. a teraz idzie nad staw palić papierosy (budowa szkatułkowo-klamrowo-chaotyczna) i tam wszystko już prawie takie, jak Kiedyś. więc w Mgnn włączyła się nostalgia, sentymentalizm i niemal melancholia, ale nie do końca. teraz to już nie taka pierwsza naiwna.
zdecydowała się jednak na ten koszyk z piknikiem.
Etykiety:
dzieciństwo,
dziedzictwo,
papierosy,
piknik,
przeszłość,
przodkowie,
starość,
zmarszczki
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



